O mnie...
Urodziłem się 18 listopada 1970 roku w Tarnowskich Górach na Górnym Śląsku. Rodzina moja w sposób wyjątkowy łączyły osoby wychowane na pograniczu polsko-niemieckim, polsko-ukraińskim i polsko-białoruskim. W ostatnim spisie powszechnym stwierdziłem, że jestem Ślązakiem, co pan ankieter skrzętnie zanotował ołówkiem - nie długopisem - bo rzekomo takiej narodowości "jeszcze" nie ma.
W wieku 2 lat klątwa nie pozwalająca członkom mojej rodziny osiąść w jednym miejscu na dłużej niż jedno pokolenie, spowodowała, że wraz z rodzicami "wyemigrowałem" do centralnej Polski. Zamieszkaliśmy w Konstantynowie Łódzkim, gdzie pozostałem przez następne 20 lat swojego życia.
Tam ukończyłem szkołę podstawową i średnią. W tym okresie nie wyróżniałem się żadnymi cechami szczególnymi. No może poza chorobliwą niechęcią do sportu. Objawiła się ona tak silnie, że ku zaskoczeniu rówieśników i nauczycieli uzyskałem kwit stwierdzający, że rzeczywiście nie nadaję się do jakiegokolwiek sportu, czy aktywności fizycznej. Jak się później okazało choroba ta była zakaźna, gdyż w ostatniej klasie liceum już 80% uczniów mojej klasy posiadało podobny kwit.
Wejście w wiek dorosły i uzyskanie Świadectwa Dojrzałości dziwnie zbiegło się z tzw. upadkiem komunizmu. Wir wydarzeń, choć bardzo bliski, jednak mnie nie porwał i spokojnie rozpocząłem naukę na wydziale socjologicznym Uniwersytetu Łódzkiego. Po kilku latach okazało się, że wydział mój skupia głównie osoby nieprzystosowane społecznie i starające się poznać przyczyny tego stanu rzeczy. Wysiłki były raczej bezowocne, ale pocieszaliśmy się, że nie trafiliśmy na psychologię, gdzie lądowali ludzie, którzy naprawdę mieli nierówno pod czaszkami.
Okres ten był także intensyfikacją prób odnalezienia odpowiedzi na pytanie: “Co ja tu ..... robię?”. Przy czym “tu” odnosi się bardziej do całej naszej planety, galaktyki, czy kosmosu niż do jakiegoś konkretnego miejsca. Pytanie to często spotykane jest w bardziej wyrafinowanej duchowo formie: “Kim jestem?”, o czym jeszcze wtedy nie wiedziałem.
Ponieważ nie mogłem znaleźć odpowiedzi, a moja młodzieńcza naiwność sugerowała mi, że zmiana miejsca, czy otoczenia może okazać się pomocna, przerwałem studia i wyjechałem z Polski. W czasie swojego “tourne” odwiedziłem ośrodki i komuny medytacyjne we Włoszech, Holandii, Niemczech i Austrii.
Najdłużej zagrzałem miejsce w Osho Multiversity w Kufstein, na granicy austriacko-niemieckiej. Wydawało się nawet, że wysoko w Alpach odnalazłem miejsce, gdzie spokojnie będę mógł poszukiwać odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne...
Niestety - zanim znalazłem odpowiedź - wróciłem do Polski. Wspierany byłem w tej decyzji przez Austriackich pograniczników, którzy właśnie przechodzili na bezrobocie (w związku z wkroczeniem ich kraju do Unii Europejskiej), co niestety nie nastrajało ich przychylnie do kogokolwiek.
Jak mówi mój ulubiony prezenter radiowy Piotr Kaczkowski “Nie ma przypadków”.
Powrót do Polski, która gwałtownie doganiała resztę świata spowodował, że po okresie duchowo-podróżniczym postanowiłem poznać prawdziwe, czy też normalne życie.
Początkowo zająłem się desktop publishing. Starałem się nawet pisać specjalistyczne artykuły na ten temat w miesięczniku “Świat Druku” w którym wówczas pracowałem. Później jednak - znów wsparty w decyzji ręką licha (które jak pisał Błuhakow “stara się zawsze czynić zło, lecz tylko dobro przynieść może”) personifikowanej w osobie żony pracodawcy - skierowałem się bardziej ku programowaniu i rodzącej się właśnie wówczas “rewolucji internetowej”.
Na początku 1999 roku po raz pierwszy zawodowo zająłem się programowaniem w Javie i szczęśliwie zawód ten wykonuje po dzień dzisiejszy. W tym czasie pracowałem w różnych firmach i przy róźnych projektach w Warszawie, Wurzburgu, Monachium, Łodzi, a ostatnio w March w Wielkiej Brytanii.
Przynajmniej w jednym wymiarze moje poszukiwania niespodziewanie zatoczyły krąg, gdy przez rok znów mieszkałem w Kufstein. Tym razem nie jako nielegalnie zatrudniony hippis, ale jako “młody profesjonalista”.
Nie ma przypadków :)
W tym czasie ustabilizowałem się również rodzinnie zostając najpierw mężem Eli (2001), ojcem Michała (2002), a ostatnio również Marty (2005).
Od dość niedawna do moich dotychczasowych hobby, czyli fotografii i historii wczesnego średniowiecza Europy i Bliskiego Wschodu (dokładnie tylko tyle i nic poza tym) doszło żeglarstwo, ale o tym zapewne więcej znajdzie się w innym miejscu tej strony.