planeta google
piątek, 13 luty 2009
Planet Google to książka niesamowita. Nie dlatego, że opowiada jakąś nieznaną historię, ale właśnie dlatego, że uzmysławia jak wiele przyjmujemy jako pewnik.
Google ma 10 lat, ale można przyjąć, że w powszechnej świadomości zaistniała dopiero w XXI wieku. Wydaje się jednak czymś tak oczywistym, jakby istniał od zawsze.
Codziennie sprawdzam pocztę w GMail. Czytam wiadomości w GoogleReader. Oglądam video w YouTube. Tworze dokumenty i arkusze kalkulacyjne w Google Docs. Planuję urlop przy pomocy GoogleEarth i GoogleMaps. Przede wszystkim, codziennie wyszukuję informacje przy pomocy wyszukiwarki Google.
Wyszukiwarka stała się tak nierozerwalna z internetem, że zastępuje pole z URL i tak popularne kiedyś zakładki.
10 lat temu Google jednak nie istniało. Większości serwisów nie było dostępne nawet 5 lat temu. Niesamowite.
Książka pokazuje drogę do sukcesu, jednej z największych firm informatycznych na świecie. Wiele wniosków z niej płynących wcale nie jest tak oczywistych:
- Popularność i sukces (komercyjny) to nie to samo.
- Model komercyjny nigdy nie jest łatwy do odnalezienia i prawie niemożliwy przed osiągnięciem popularności.
- Sukces i kontrowersje są nierozłączne.
- Nie warto unikać kontrowersji.
- Trzeba mierzyć bardzo wysoko, tak wysoko, że nikt inny nawet nie marzy by tam dotrzeć.
- Firma pierwsza na rynku prawie zawsze ponosi porażkę - ma zaszczyt popełnić większość pomyłek, na których inni się uczą.
- Liczba pomyłek nie ma znaczenie o ile tylko na początku wykonało się kilka właściwych ruchów.
To tylko kilka wniosków, które nasuwają mi się po lekturze. Ciekawych wątków jest tam znacznie więcej.
* * *
Jestem na pewno dość wiernym użytkownikiem produktów Google. Podziwiam ich, choć nie podzielam głównych wartości firmy.
- Bardziej cenie społeczności internetowe nad najinteligentniejsze nawet algorytmy.
- Mam sceptyczny stosunek do tzw. "cloud computing". Wszystkie dane nie znajdą się na serwerach, a na pewno nie na serwerach Google. Raczej granica między klientem a serwerem się zatrze i serwerem będzie zarówno domowe PC, jak i nasza komórka.
- Aplikacje webowe nie wyprą desktopowych, zwłaszcza jeśli będzie to jedynie mieszanina HTML i JavaScript.
Dziwne bo codziennie wykorzystuje algorytm wyszukiwania, zapisuje na serwerze Google pliki i maile i korzystam z ich aplikacji webowych.
Algorytm wyszukiwania będzie niezastąpiony, choć by się czegoś dowiedzieć (nie wyszukać) zawsze jednak preferuję Wikipedię, nie Google. Reszta wydaje się jedynie pewnym etapem w rozwoju aplikacji, ich dystrybucji i rozwoju sieci.
książki 
