Witam wszystkich którzy znaleźli się na mojej stronie.

Jak mawia mój ulubiony prezenter radiowy Piotr Kaczkowski:
"nie ma przypadków".
Tak więc na pewno masz jakiś powód by to czytać, a ja by pisać. Nawet jeśli oboje nie zdajemy sobie jeszcze sprawy dlaczego jesteśmy Tu Teraz.

Cieszę się z naszego spotkania.

piątek
13lut2009

planeta google

Planet Google to książka niesamowita. Nie dlatego, że opowiada jakąś nieznaną historię, ale właśnie dlatego, że uzmysławia jak wiele przyjmujemy jako pewnik.

Google ma 10 lat, ale można przyjąć, że w powszechnej świadomości zaistniała dopiero w XXI wieku. Wydaje się jednak czymś tak oczywistym, jakby istniał od zawsze.
Codziennie sprawdzam pocztę w GMail. Czytam wiadomości w GoogleReader. Oglądam video w YouTube. Tworze dokumenty i arkusze kalkulacyjne w Google Docs. Planuję urlop przy pomocy GoogleEarth i GoogleMaps. Przede wszystkim, codziennie wyszukuję informacje przy pomocy wyszukiwarki Google.
Wyszukiwarka stała się tak nierozerwalna z internetem, że zastępuje pole z URL i tak popularne kiedyś zakładki.
10 lat temu Google jednak nie istniało. Większości serwisów nie było dostępne nawet 5 lat temu. Niesamowite.

Książka pokazuje drogę do sukcesu, jednej z największych firm informatycznych na świecie. Wiele wniosków z niej płynących wcale nie jest tak oczywistych:

  • Popularność i sukces (komercyjny) to nie to samo.
  • Model komercyjny nigdy nie jest łatwy do odnalezienia i prawie niemożliwy przed osiągnięciem popularności.
  • Sukces i kontrowersje są nierozłączne.
  • Nie warto unikać kontrowersji.
  • Trzeba mierzyć bardzo wysoko, tak wysoko, że nikt inny nawet nie marzy by tam dotrzeć.
  • Firma pierwsza na rynku prawie zawsze ponosi porażkę - ma zaszczyt popełnić większość pomyłek, na których inni się uczą.
  • Liczba pomyłek nie ma znaczenie o ile tylko na początku wykonało się kilka właściwych ruchów.

To tylko kilka wniosków, które nasuwają mi się po lekturze. Ciekawych wątków jest tam znacznie więcej.

* * *

Jestem na pewno dość wiernym użytkownikiem produktów Google. Podziwiam ich, choć nie podzielam  głównych wartości firmy.

  • Bardziej cenie społeczności internetowe nad najinteligentniejsze nawet algorytmy.
  • Mam sceptyczny stosunek do tzw. "cloud computing". Wszystkie dane nie znajdą się na serwerach, a na pewno nie na serwerach Google. Raczej granica między klientem a serwerem się zatrze i serwerem będzie zarówno domowe PC, jak i nasza komórka.
  • Aplikacje webowe nie wyprą desktopowych, zwłaszcza jeśli będzie to jedynie mieszanina HTML i JavaScript.

Dziwne bo codziennie wykorzystuje algorytm wyszukiwania, zapisuje na serwerze Google pliki i maile i korzystam z ich aplikacji webowych.
Algorytm wyszukiwania będzie niezastąpiony, choć by się czegoś dowiedzieć (nie wyszukać) zawsze jednak preferuję Wikipedię, nie Google. Reszta wydaje się jedynie pewnym etapem w rozwoju aplikacji, ich dystrybucji i rozwoju sieci.

poniedziałek
02lut2009

Chińska nowa era

26 stycznia rozpoczął się nowy rok wg chińskiego kalendarza. Zakończył się rok szczura i rozpoczął rok wołu.
W zeszłym tygodniu udało mi się nawet znaleźć na oficjalnym bankiecie w Cambridge wydanym z tej okazji.

Ostatnie wiadomości z Davos oraz wizyta chińskiego premiera w UK wskazują, że będzie to naprawdę rok chińskiego byka. Wszyscy mają nadzieję, że wyciągnie on nas z obecnego kryzysowego bagna.

Do tej pory Chiny bez specjalnego rozgłosu inwestowały głównie w Afryce i krajach rozwijających się.
Tym razem Chiński premier po raz pierwszy przyjechał na oficjalne zakupy do Europy. Jak twierdzi wyda u nas 15 bilionów dolarów. Ma to być taki symboliczny gest, który pokazuje, że w momencie kryzysu, nie powinniśmy się na siebie zamykać barierami protekcjonizmu ekonomicznego, a wręcz przeciwnie jeszcze bardziej otwierać.

Wizyta premiera Wen i zachowanie Chin w ostatnich tygodniach dość drastycznie odbiegają od histerycznych zachowań Putina i Rosji. Zmianę na geopolitycznej mapie świata widać gołym okiem.

Ciekawe jak ukształtuje się opinia europejska.
Do tej pory dominowały dwa trendy:

  • dość śmieszne nawoływanie do całkowitego bojkotu "chińskich trampek" i innych rzekomo tandetnych wyrobów w imię obrony demokracji i Tybetu
  • włażenie Chińczykom w d... (piękny popis dał jeden z brytyjskich dyplomatów na wspomnianym bankiecie)

Może jednak da się byka okiełznać i dojść do harmonii. Nie uda się już nam zaciągnąć go siłą tam gdzie chcemy - jest zbyt bogaty i silny.
Nie musimy jednak wcale pozwalać mu na wszystko. Tratowanie zasad i ideałów jest niedopuszczalne i musimy mu to delikatnie przypominać.

piątek
30sty2009

70% żywności jest genetycznie zmutowana

To zaskakujące stwierdzenie znalazłem na stronie CropGen.

Nie chodzi tu o zwykłe krzyżowanie i wyodrębnianie nowych gatunków hodowlanych. To człowiek robi od wynalezienia rolnictwa. Chociaż żaden z uprawianych obecnie gatunków nie występuje dziko, to proces ten nie wzbudza jakoś niczyich protestów, czy zdziwienia.
Oczywiście nie chodzi też o adaptacyjne zmiany w genomie organizmów, które są skutkiem polowań, czy odłowów.

Chodzi o technikę stosowaną już od przeszło 80 lat, gdzie organizmy poddaje się czynnikom, które wiadomo, że powodują szybkie mutacje, jak promieniowanie radioaktywne, czy substancje rakotwórcze. W wyniku brutalnego i prowadzonego na ślepo procesu mutowania, raz na jakiś czas uzyskuje się korzystne efekty.
Co ciekawe tak zmutowane organizmy nie muszą być poddawane żadnym rygorystycznym testom. Jeśli mutacje wydaje się korzystna, to mogą być wprost wprowadzone do uprawy.

Proces jest tak powszechny, że uzyskane gatunki hodowane są nawet sprzedawane jako tzw. żywność organiczna. Takie mutanty są nawet promowane jako alternatywa do żywności genetycznie modyfikowanej (GM).

Jakoś to dziwne, że jak przeszczepimy gen, który wiemy, że odpowiada za jakąś cechę z jednego organizmu do innego, to w oczach wielu osób uzyskujemy jakąś niebezpieczną hybrydę. Nawet jak taka odmiana zostanie przebadana by wyeliminować ewentualne efekty uboczne, to budzi ona strach.
Natomiast jak nowy gatunek pojawi się jako wynik "przypadkowej" mutacji, to jest on jak najbardziej bezpieczny, ekologiczny i naturalny. W żadnym wypadku nie trzeba go testować.

Czy rzeczywiście chodzi o strach przed mutantami, czy też o strach przed ludzkim rozumem?

Na ,ale w USA, gdzie uprawa żywności GM jest powszechna i nie wzbudza kontrowersji, nauka wydaje się w odwrocie, spychana przez kreacjonistów.
W Europie, gdzie teoria ewolucji jest uznawana przez wszystkich (nawet kościół katolicki) istnieje zakaz uprawy żywności GM i popularna jest żywność organiczna. Promujemy nawet strach przed GM na innych kontynentach w ramach Fairtrade.

Dziwne...