wielki klaps*
sobota, 17 styczeń 2009
Postanowiłem kiedyś opisywać książki, które przeczytałem. Od tego czasu przeczytałem bardzo wiele ciekawych książek - niestety, niewiele z nich trafiło na tę stronę.
Artykuł w ostatnim numerze NewScientis przypomniał mi o jednej z nich: Endless Universe: Beyond The Big Bang Paul J. Steinhardt, Neil Turok.
Chyba wszyscy wiemy jak powstał kosmos. Dawno temu - tak dawno, że nawet czas jeszcze nie istniał; w miejscu którego nie sposób znaleźć - bo nie istniała jeszcze przestrzeń; wybuchło Nic i dało początek Wszystkiemu.
Teoria Wielkiego Wybuchu przeczy totalnie wszystkiemu co potrafimy sobie wyobrazić. Nie jest to jednak jej największym problemem.
Pomijając, filozoficzne problemy, że był czas, gdy czasu nie było; było miejsce, gdzie nie było przestrzeni i że nic dało początek wszystkiemu, teoria ta ma wiele luk bardziej fizycznych.
Z drugiej zasadą termodynamiki wynika, że kosmos w pierwszych momentach musiał być totalnie uporządkowany i nigdy już tak uporządkowany nie będzie. Nieco dziwny obraz "wybuchu", z którym wielu fizyków nie może się pogodzić.
Biorąc pod uwagę, tępo rozszerzania się kosmosu nie może on być taki wielki jakim go obserwujemy. Należało więc dodać inflację, czyli super-rozszerzanie się kosmosu w pewnym ściśle określonym momencie jego istnienia. Inflacja zaczęła się i skończyła bez jasnych przyczyn.
Z rozkładu materii i tego co wiemy o grawitacji wiemy, że brakuje nam 90% kosmosu. Prawie całą materię nazywamy więc czarną, bo nie potrafimy jej wykryć.
Problemów jest więcej. Największym jednak jest nasze istnienie.
Wszystkie znane nam wartości fizyczne wydaja się tak dobrane byśmy mogli zaistnieć. Najmniejsza nawet zmiana, którejkolwiek z nich i szanse pojawienia się życia staja się zerowe.
W tym strasznie nieprawdopodobnym kosmosie istniejemy w bardzo specyficznym czasie. Jedynym czasie w którym można zrozumieć kosmos. Wcześniej było to niemożliwe bo nie mogło powstać życie, a więc i jakakolwiek forma inteligencji. W przyszłości, która dosłownie będzie trwała nieskończenie dłużej od obecnej epoki, widoczne będą jedynie pojedyncze galaktyki oddzielone pustką, której nawet światło nie pokona przez wieczność. Później będzie istnieć jedynie ciemna, zimna próżnia, pogrążona w totalnym chaosie.
Przy całej swojej nieprawdopodobności, niewyobrażalności i fakcie, że przyklejono do niej tyle łatek, by odpowiadała obserwowalnej rzeczywistości, dziwne wydaje się, że teoria wielkiego wybuchu wciąż uznawana jest za prawdziwą.
Jej jedynym atutem wydaje się fakt, że jest w stanie pogodzić naukę i religię. Jej opis, przy odrobinie dobrej woli, daje się uprościć do opowieści znanej z Biblii. Nie powinno to jednak dziwić skoro stworzył ją fizyk będący jednocześnie księdzem katolickim.
Endless Universe to opowieść o alternatywnej historii świata. Historii w której czas nigdy nie powstał, leczy jest wieczny. Historii w której wszystko ma naturalną przyczynę, która sama w sobie była skutkiem nieskończonej ilości innych przyczyn.
Nowa teoria opiera się o teorii strun. Dokładnie na teorii M-brane.
Wg niej nasz trójwymiarowy świat oddzielony jest od innego trójwymiarowego świata o bardzo mały odcinek przestrzeni w czwartym wymiarze. Światy te możemy wyobrazić sobie jako membrany (czy oddzielone płaszczyzny jeśli wyobrazimy je sobie w dwu wymiarach).
W nowej teorii istnieje również wybuch, ale nie jest to eksplozja jednego punktu, który staje się całą przestrzenią, a raczej kolizja całej przestrzeni.

Po kolizji światy/membrany odbijają się od siebie i rozdzielają. Kolizja powoduje, że w obu pojawia się energia i materia z której mogą powstać nowe gwiazdy i galaktyki. Tak odradzające się światy rozszerzają się, ale nie muszą tego robić łamiąc prawa fizyki (inflacja), gdyż już przed zderzeniem nie były punktami. Istnienie "popiołów" poprzedniego świata tłumaczy również dlaczego obecny jest właśnie taki, a nie inny.
Po upływie miliardów lat światy przestają się oddalać. Łączące je "struny" wyhamowują energię odbicia i światy zaczynają się ponownie przybliżać, dążąc do kolejnej kolizji.
Tak widziany świat nie jest czymś co powstało bez jakiejkolwiek przyczyny i czymś skazanym na śmierć w stadium wiecznego chaosu. Świat istniał wiecznie i wiecznie też będzie istniał, odradzając się i tworząc na nowo.
Kosmos wydaje się być wiecznie odradzającym się feniksem. Nową teorię nazywa się więc często teorią feniksa. (*a nie tak jak zatytułowałem ten artykuł ;)
Świadomie, czy też nie, teoria odchodząc od judeo-chrześcijanskiej wizji Wielkiego Kaprysu zbliża się do kosmologii wschodnich.
"Feniks" wydaje się dawać pewną nadzieję. Nawet jeżeli jedynie na poziomie kosmosu, "reinkarnacja" wydaje się wnosić nieco sensu do naszej egzystencji.
kosmologia,
książki 



