Witam wszystkich którzy znaleźli się na mojej stronie.

Jak mawia mój ulubiony prezenter radiowy Piotr Kaczkowski:
"nie ma przypadków".
Tak więc na pewno masz jakiś powód by to czytać, a ja by pisać. Nawet jeśli oboje nie zdajemy sobie jeszcze sprawy dlaczego jesteśmy Tu Teraz.

Cieszę się z naszego spotkania.

sobota
17sty2009

wielki klaps*

Postanowiłem kiedyś opisywać książki, które przeczytałem. Od tego czasu przeczytałem bardzo wiele ciekawych książek - niestety, niewiele z nich trafiło na tę stronę.
Artykuł w ostatnim numerze NewScientis przypomniał mi o jednej z nich: Endless Universe: Beyond The Big Bang Paul J. Steinhardt, Neil Turok.

Chyba wszyscy wiemy jak powstał kosmos. Dawno temu - tak dawno, że nawet czas jeszcze nie istniał; w miejscu którego nie sposób znaleźć - bo nie istniała jeszcze przestrzeń; wybuchło Nic i dało początek Wszystkiemu.

Teoria Wielkiego Wybuchu przeczy totalnie wszystkiemu co potrafimy sobie wyobrazić. Nie jest to jednak jej największym problemem.
Pomijając, filozoficzne problemy, że był czas, gdy czasu nie było; było miejsce, gdzie nie było przestrzeni i że nic dało początek wszystkiemu, teoria ta ma wiele luk bardziej fizycznych.

Z drugiej zasadą termodynamiki wynika, że kosmos w pierwszych momentach musiał być totalnie uporządkowany i nigdy już tak uporządkowany nie będzie. Nieco dziwny obraz "wybuchu", z którym wielu fizyków nie może się pogodzić.
Biorąc pod uwagę, tępo rozszerzania się kosmosu nie może on być taki wielki jakim go obserwujemy. Należało więc dodać inflację, czyli super-rozszerzanie się kosmosu w pewnym ściśle określonym momencie jego istnienia. Inflacja zaczęła się i skończyła bez jasnych przyczyn.
Z rozkładu materii i tego co wiemy o grawitacji wiemy, że brakuje nam 90% kosmosu. Prawie całą materię nazywamy więc czarną, bo nie potrafimy jej wykryć.

Problemów jest więcej. Największym jednak jest nasze istnienie.
Wszystkie znane nam wartości fizyczne wydaja się tak dobrane byśmy mogli zaistnieć. Najmniejsza nawet zmiana, którejkolwiek z nich i szanse pojawienia się życia staja się zerowe.
W tym strasznie nieprawdopodobnym kosmosie istniejemy w bardzo specyficznym czasie. Jedynym czasie w którym można zrozumieć kosmos. Wcześniej było to niemożliwe bo nie mogło powstać życie, a więc i jakakolwiek forma inteligencji. W przyszłości, która dosłownie będzie trwała nieskończenie dłużej od obecnej epoki, widoczne będą jedynie pojedyncze galaktyki oddzielone pustką, której nawet światło nie pokona przez wieczność. Później będzie istnieć jedynie ciemna, zimna próżnia, pogrążona w totalnym chaosie.

Przy całej swojej nieprawdopodobności, niewyobrażalności i fakcie, że przyklejono do niej tyle łatek, by odpowiadała obserwowalnej rzeczywistości, dziwne wydaje się, że teoria wielkiego wybuchu wciąż uznawana jest za prawdziwą.
Jej jedynym atutem wydaje się fakt, że jest w stanie pogodzić naukę i religię. Jej opis, przy odrobinie dobrej woli, daje się uprościć do opowieści znanej z Biblii. Nie powinno to jednak dziwić skoro stworzył ją fizyk będący jednocześnie księdzem katolickim.

Endless Universe to opowieść o alternatywnej historii świata. Historii w której czas nigdy nie powstał, leczy jest wieczny. Historii w której wszystko ma naturalną przyczynę, która sama w sobie była skutkiem nieskończonej ilości innych przyczyn.

Nowa teoria opiera się o teorii strun. Dokładnie na teorii M-brane.
Wg niej nasz trójwymiarowy świat oddzielony jest od innego trójwymiarowego świata o bardzo mały odcinek przestrzeni w czwartym wymiarze. Światy te możemy wyobrazić sobie jako membrany (czy oddzielone płaszczyzny jeśli wyobrazimy je sobie w dwu wymiarach).
W nowej teorii istnieje również wybuch, ale nie jest to eksplozja jednego punktu, który staje się całą przestrzenią, a raczej kolizja całej przestrzeni.

Po kolizji światy/membrany odbijają się od siebie i rozdzielają. Kolizja powoduje, że w obu pojawia się energia i materia z której mogą powstać nowe gwiazdy i galaktyki. Tak odradzające się światy rozszerzają się, ale nie muszą tego robić łamiąc prawa fizyki (inflacja), gdyż już przed zderzeniem nie były punktami. Istnienie "popiołów" poprzedniego świata tłumaczy również dlaczego obecny jest właśnie taki, a nie inny.
Po upływie miliardów lat światy przestają się oddalać. Łączące je "struny" wyhamowują energię odbicia i światy zaczynają się ponownie przybliżać, dążąc do kolejnej kolizji.

Tak widziany świat nie jest czymś co powstało bez jakiejkolwiek przyczyny i czymś skazanym na śmierć w stadium wiecznego chaosu. Świat istniał wiecznie i wiecznie też będzie istniał, odradzając się i tworząc na nowo.
Kosmos wydaje się być wiecznie odradzającym się feniksem. Nową teorię nazywa się więc często teorią feniksa. (*a nie tak jak zatytułowałem ten artykuł ;)

Świadomie, czy też nie, teoria odchodząc od judeo-chrześcijanskiej wizji Wielkiego Kaprysu zbliża się do kosmologii wschodnich.
"Feniks" wydaje się dawać pewną nadzieję. Nawet jeżeli jedynie na poziomie kosmosu, "reinkarnacja" wydaje się wnosić nieco sensu do naszej egzystencji.

wtorek
13sty2009

czego nie nauczyłem się na lekcji historii

Weekend upłynął pod znakiem historii. Prawie cały czas czytałem w internecie artykuły na temat Hiszpanii i Maroka.
W niedzielę,  ze znajomymi, mieliśmy dyskusję z cyklu "Wady brytyjskiego systemu edukacyjnego". Tym razem objechaliśmy nauczanie historii.

Nie ma się co roztrząsać nad poziomem nauczania historii w UK. Jest raczej tragiczny. Przyznają to nawet Anglicy, którzy chodzili do tzw. piblic schools, czyli szkół niepaństwowych.
Pytanie tylko, czy w Polsce jest lepiej...

W szkole historia nigdy nie sprawiała mi kłopotu. Weekendowa lektura wprawiła mnie jednak w zdumienie.
Hiszpania nigdy nie odgrywała dużej wagi w historii Polski. Raz ich tylko mordowaliśmy z Napoleonem pod hasłem: "Za wolność Naszą, nie Waszą!".
Chyba jednak coś się tam uczyliśmy o Europie, odkryciach geograficznych itp.? Czy, aby naprawdę to co istotne...

Niestety traktowałem Hiszpanów jako gorsze wcielenie Wandalów. Ich historia wydawała mi się pasmem grabieży i zniszczeń: kalifat w Kordobie; imperium Majów i Inków; wygnanie muzułmanów i Żydów sefardyjskich; doprowadzenie do ruiny Królestwa Sycylii i Portugalii.

Czy to prawda? - Tak, ale czy cała...

Królestwo Hiszpanii założyli Ferdynand Aragoński i Izabela Kastylijska. To oni dokończyli rekonkwistę.
Zlikwidowali jednak nie wielki Kalifat w Kordobie, ale podupadający Emirat w Grenadzie. Księstwo muzułmańskie, podległe Kastylii (i w pewnym sensie Maroku) przez poprzednie 250 lat.

Kto więc zniszczył Kalifat w Kordobie? Jak się okazuje Arabowie i Beduini z Maroka. No i nasi wojowie słowiańscy.

Upadek Umajjadów rozpoczął okres anarchii, w których każdy próbował wykroić sobie jakieś księstwo. Przodowali w tym dowódcy wojsk kalifatu, często byli niewolnicy, ściągnięci tam z ziem słowiańskich.

Status niewolnika w świecie islamskim był inny niż w Rzymie, czy Ameryce. Doborowe wojska składające się z byłych niewolników były normą. Zaskakująco często armie te potrafiły też przejąć pełną kontrolę nad swymi "panami", tak stało sie i tym razem.

Nie byli to niestety władcy zbytnio waleczni. Gdy królestwa chrześcijańskie najechały podzielonych muzułmanów, wezwali oni na pomoc dzielnych, acz fanatycznych współwyznawców z Maroka. Ci wygrali z "krzyżowcami" bez problemu, ale natychmiast stworzyli w Hiszpanii swoje własne państwo.
Nowi władcy nie byli tak tolerancyjne jak dawni Kalifowie. Po złotych wiekach przyszedł czas prześladowań dla ludność chrześcijańskiej i żydowskiej. Tak więc, gdy rycerze z północy znów spróbowali swego szczęścia, znaleźli nagle wielu sojuszników.

Dość znacząca jest kwestia kto władał Hiszpanią później. Ferdynand i Izabela zjednoczyli półwysep iberyjski, ale nie władali jednak królestwem hiszpańskim.
Ferdynandowi, po śmierci żony, odmówiono korony Kastylijskiej. Jedyne co udało mu się uzyskać to tytuł regenta.
Pierwszym prawdziwym królem zjednoczonej Hiszpanii był ich wnuk. Karol I Hiszpański, bardziej znany jako Karol V von Habsburg - Cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

Dla Habsburgów, władających Hiszpanią przez następne 200 lat, było to jedynie jedno z królestw w ich imperium. Traktowali Hiszpanię i jej kolonie jak dojną krowę. Doili tak wydajnie, że w czasie ich rządów królestwo bankrutowało bodajże 4 razy. Działo się to w czasach złotej armady i grabieży dokonanych w Ameryce.
Władcy, zajęci tępieniem protestanckich heretyków w swoich rodzinnych Niemczech, nie byli zainteresowani rozwojem, czy nawet eksploatacją nowych ziem w Ameryce. Całość oddali w ręce "prywatnej inicjatywy", czyli konkwistadorów. Interesowało ich jedynie ile ci skonfiskują dla nich złota i srebra, potrzebnego do prowadzenia kolejnych wojen religijnych w Europie. Metody były obojętne.

Pod patronatem Habsburgów inkwizycja naprawdę rozkwitła. Wbrew powszechnej opinii, ta tajna policja nie podlegała wcale kościołowi, ale właśnie królowi.
W Hiszpanii zajeła się głównie paleniem na stosach i konfiskowaniem majątków co bogatszych obywateli pochodzenia żydowskiego. Pretekstem mogło być np. odwiedzenie synagogi w Rzymie, czy kontakty ze swoimi rodakami z innych krajów.

Co prawda już Ferdynand i Izabela wpadli na "genialny" pomysł jak masowo ochrzcić swych poddanych. Uczynili to stawiając ich przed wydawałoby się oczywistym wyborem: chrzest albo wyjazd. Zaskoczyła ich chyba jednak decyzja podjęta przez dużą część społeczności muzułmańskiej i żydowskiej.
Po śmierci żony, Ferdynand wystosował nawet list do swych byłych poddanych pochodzenia żydowskiego, w którym namawiał ich do powrotu. Za wiele to już jednak nie dało.

Habsburgowie raczej nie nauczyli się niczego na błędach poprzedników. Wystarczyło pomówienie ze strony protestantów o tolerowanie "niewiernych", by ostatecznie wygnać całą ludność pochodzenia arabskiego. Różnica z poprzednim wygnaniem jest jednak znacząca. Mimo wszystkich pozostałości kulturowych w języku i ubiorze, od 100 lat byli to chrześcijanie.
Zapał religijny króla był tak wielki, iż dokonano tego wbrew opinii papieża i przeciw lokalnej szlachcie. Ale może chodziło jedynie o konfiskatę majątków wygnańców i osłabienie ekonomiczne arystokracji, a nie o domniemane herezje...

Oczywiście nie można powiedzieć, że Habsburgowie byli jakoś specjalnie anty-hiszpańscy. Piętno ich rządów odczuła również Sycylia i południowe Włochy. Nie oszczędzili też Portugalii, która wpadła w ich ręce zaledwie na 60 lat. Zapewne nie bez winy pozostają też i "zwykli" Hiszpanie.

* * *

Dlaczego uważam, że o tym wszystkim powinno się uczyć dzieci w polskich szkołach?
Może po to by zrozumieć poczynania naszej gnuśnej i obżartej szlachty, która rękoma i nogami broniła się przed jakimkolwiek monarchą wykazującym nadmierne ambicje, a zwłaszcza Habsburgami.

Nie wiemy, czy naszym przodkom nie spodobał się pomysł wypędzania Tatarów. Może nie chcieli wyrzynać protestantów i palić na stosach Żydów? Albo woleli by inkwizycja nie zagościła pod ich strzechy... Może w końcu pragnęli, prawa do wysyłania swoich dzieci na uniwersytety do tak zdeprawowanych krajów jak Włochy i Francja, czego Hiszpanom czynić nie wolno było.
Zresztą co z tego jeśli nie kierowało nimi umiłowanie wolności, humanizm i tolerancja. Czy wolno nam ich potępić bo nie chcieli walczyć, ani płacić za cudze wojny...

Może warto uczyć w jakich czasach żyli nasi sarmaci, co ich kształtowało i jakie stały przed nimi wybory.
Może osłabienie państwa i władzy centralnej nie było wcale w tamtych czasach błędem, a jedynie instynktem samozachowawczym?

To czego uczy się dzieci w Polsce to wcale nie historia, ale narodowa ideologia.
Nie jest to nauka patriotyzmu. Dla mnie opluwanie przodków patriotyzmem nie jest.

poniedziałek
05sty2009

znacjonalizować marihuanę?

[W Nowym Roku postanowiłem nieco się uaktywnić na blogu - zobaczymy co z tego wyjdzie...]

W GW wyczytałem dzisiaj, że o zgrozo w Polsce legalnie rozprowadzane są pisemka które zachęcają do domowej produkcji marihuany!

Autor jak najbardziej ma rację tyle, że nie zdaje sobie sprawy dlaczego. Wg jednego z raportów szkodliwość marihuany wynika głównie z jej kryminalizacji i produkcji chałupniczej.
Co prawda nie można powiedzieć, że palenie trawki jest zdrowe, ale jej negatywny wpływ jest znacznie mniejszy niż w przypadku innych używek, takich jak alkohol, a zwłaszcza papierosów. "Trawa" nie jest też bynajmniej substancją od której łatwo się uzależnić.

Problemem jest fakt, że osoby kupujące marihuanę, maja większe prawdopodobieństwo kupienia w przyszłości również twardych narkotyków. Czy fakt, że handluje nimi ten sam gangster może tu mieć jakieś znaczenie...

Autorzy raportu przytaczają jeszcze jeden - najpoważniejszy ich zdaniem - negatywny wpływ marihuany. Ponieważ posiadanie trawy jest nielegalne, naraża to ewentualnych palaczy na aresztowanie. Oczywiście wszędzie na świecie zostaną oni zwolnieni, ale przebywając w areszcie narażeni są na kontakt z bardziej groźnymi przestępcami. Dodatkowo "uodparniają się" na strach przed aresztowaniem i kontaktem z policją, co może zwiększyć prawdopodobieństwo popełnienia przez nich w przyszłości innych wykroczeń. Ma to największy wpływ oczywiście na młodzież.

Pozostaje jeszcze rzadka, ale występująca, groźba pojawienia się paranoi spowodowanej paleniem. Jak się okazuje odpowiedzialny jest tutaj intensywny sposób produkcji, który zapobiega tworzeniu się substancji, które naturalnie temu zapobiegają. Bardziej naturalne formy uprawy, zapobiegły by temu problemowi.

Konkluzja raportu jest prosta: państwa powinny przejąć kontrolę nad produkcją i handlem marihuaną. W ten sposób wyeliminujemy negatywne skutki "działania narkotyku".

Pomysł ma być dyskutowany w ONZ w tym roku. Trudno spodziewać się jakiegoś przełomu, aczkolwiek prohibicję alkoholu zniesiono w 1932 roku, a Wielki Kryzys skończył się w 1933 roku.

Ciekawa korelacja z dzisiejszymi wydarzeniami...

--
Foto aforero na licencji creative commons

Page 1 ... 3 4 5 6 7 ... 16 Next 3 Entries »